Jestem naprawdę w dobrym humorze. Nareszcie układa się wszystko, jakoś. Mogę skakać, krzyczeć, piszczeć, chodź nie. Nie mogę skakać, piszczeć i krzyczeć ponieważ: po pierwsze noga mnie boli a po drugie piszczenie i krzyk mogłoby źle wpłynąć na otoczenie. Naszych spotkań nie pobije przecież nikt, bo to najfajniejsze, najlepsze towarzystwo na świecie. Trzeba być głupcem żeby tego nie zrozumieć jaka więź i ile dobra nas łączy. I z tym że potrafimy być dla siebie nie mili, okropni, chamscy to nic, to nas potem jeszcze bardziej wzmacnia. Rozumiemy się jak nikt inny, pomimo tych różnych spięć, kłótni, sprzeczek. Jesteśmy jak wielka rodzina, jak siostra i brat, jak Zac i Cody z Nie ma to jak statek (hahaha) tylko w wersji powiększonej, jak kilkanaście Zac'ków i Cody'ch. Kochamy się a mimo tego zawsze będą jakieś konflikty tego nie da się uniknąć. Bo dla Was jestem skłonna zrobić wszystko i skoczyć do studni i w ogień i mogę znaleźć najładniejszego kwiatka na świecie. Dla Was. Dla wszystkich tak bardzo bliskim memu sercu. I nie wiem co bym zrobiła bez Waszej pomocy i wsparcia i krzyku i porządnych wstrząsów i kopów [?] w dupe.
Może nie umiem pisać jak poeta lecz te słowa płyną z serca. Jak powiedział ktoś: Przyjaciel to człowiek, który wie wszystko o tobie i wciąż cię lubi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz